poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Pojedynek Serc : Rozdział Trzynasty


 
 
 
Rozdział trzynasty : Wiara




 ***

 
 

 

-No jak? – Patrzy pytająco na Zabiniego. – Jak?

Ten nie wiedząc co mu odpowiedzieć, wstaje. Podchodzi do rzeźbionego kominka i opiera na nim obie ręce. Chwilę trwa w tym stanie próbując zebrać myśli. Potem odwraca się , spogląda na Draco w skupieniu po czym podchodzi do znajdującej się koło barku szafki z książkami. Chwilę wodzi palcem po krawędziach starych i zakurzonych tomów, w następnej chwili wyciąga jakąś dość grubą i zakurzoną księgę i wraz z nią wraca na swoje miejsce. Siada w fotelu kładąc ją sobie na kolanach. Delikatnie gładzi palcem po jej okładce, spoglądając na nią niemal z czułością. Odrywa wzrok od książki i patrzy w szaroniebieskie zdziwione oczy przyjaciela. Otwiera ją nawet na nią nie spojrzawszy i mówi:

- Biblia przyjacielu, Biblia.

Draco pomimo chwilowego zaćmienia umysłu zrozumiał jego słowa i jednocześnie nie zrozumiał. Bo jak to? Biblia? Jak ona ma mu pomóc z jego problemem? Z takim problemem?

Nie wiedział tylko – bo i skąd? – że sama księga to nie wszystko. Ważniejsza od niej jest wiara w to co tam napisano. Ale jak młody arystokrata ma to zrozumieć? Od małego wpajano mu nie te prawdy co trzeba. Od małego pokazywani mu kto jest jego Panem. Ale… waśnie jest jedno ale. Bo przecież jego Pana już nie ma. Został pokonany ponad pół  roku temu. Już nie musi mu służyć. Nie musi wykonywać jego poleceń. Może zacząć żyć na własny rachunek.

Ale jak? Jak ktoś taki jak Draco Malfoy ma żyć na własny rachunek? Jak ma sam płacić za swoje błędy? Jak ma je naprawiać? Jak ich nie popełniać? Jak?

Być może zrozumie to, jak. Nie teraz , ale kiedyś. Może zacznie wyznawać te dobre prawdy. Przecież nie musi być złym. Nie musi traktować ludzi źle. Nie musi.

Może spotka kogoś kto mu pomoże. Jakaś dobra osoba , która pokaże mu to lepsze życie. Bez krzyku, kłótni i przemocy. Może pokaże mu jak wygląda idealna rodzina. Ile dobra daje ciepło domowego ogniska. Jakie to przyjemne.

Jednak w tej chwili,  w tym momencie młody arystokrata patrzył się nieprzytomnym wzrokiem na swojego przyjaciela.

Nie wytrzymał tych bredni…

-Co ty bredzisz Zabini? – bełkotał. – Ty jesteś ateistą! – Krzykną.

Blaise patrzył mu w oczy analizując jego zachowanie. Najpierw milczał dobra chwilę , a potem wybuchnął. Ale to fakt, Zabini nie był wierzący, ale porównanie go do ateisty trochę nim wstrząsnęło. „ Święty się znalazł.”- w zamyśleniu dotkną małego złotego krzyżyka bezpiecznie wiszącego na szyi, a będącego niewidocznym pod koszulką.

„Ja w coś wierzę.”- Myślał nadal trzymając rękę przy kołnierzyku i patrząc na Draco. Powoli odpiął guzik u góry swojej koszulki polo i wyją krzyżyk. Widział zdziwienie pomieszane z szokiem na twarzy młodego Malfoy’a.

-Co ty… – zaczął Draco.

-Nie wiesz co to jest? – Zapytał Zabini uważnie mu się przyglądając.

-Wiem, głupi nie jestem. Skąd to masz?

-Ukradłem. – Po czym roześmiał się na widok miny Dracona. – Przecież żartuje stary.

Malfoy uniósł brwi.

-Dostałem od Megi*, mojej opiekunki z dzieciństwa. Jak wiesz moja mama mała ciekawsze zajęcia. – Krzywy uśmiech. – Miałem wiele opiekunek , ale Megi była najlepsza ze wszystkich , tych przed i po.

„Życiorys będzie mi opowiadał? – Przemknęło przez myśl Dracona. – Znam to”

-To ona codziennie czytała mi Pismo Święte. Mówiła , że Biblia może ukształtować wyobraźnie dziecka. Ukazuje dobro i zło…

„Nawrócony czy co?”

… Plusy i minusy życia w grzechu i czystości. Wiesz, lubiłem otwierać ja na nieznanej stronie i czytać nieznane akapity. To było pouczające…

„CO?! Jakie?!”

… Jako dzieciak wierzyłem w to co mówiła. Wierzyłem w to co czytałem. – Zabini w zamyśleniu spojrzał na pustą szklankę po alkoholu,  po czym dolał sobie ognistej. Wzrok miał zamglony, taki nieobecny. Patrzył gdzieś ponad ramieniem Draco, w dal, w przeszłość. Wypił i kontynuował. – To było jak balsam dla niekochanej duszy…

„Niekochanej… CO?!”

…Nie rozumiałem wielu rzeczy. Jak np: Czemu nie mam jednego ojca? Czemu matka nie czytała mi bajek?  Czemu nie tuliła do snu? No czemu? – Spojrzał na Malfoya , ale wyraz jego twarzy wyrażał kompletną pustkę, przynajmniej tak mu się wydawało. – Mogłem ją znienawidzić. I wierz mi, zrobił bym to gdyby nie to. – Uniósł Biblię na wysokość oczu Dracona , a następnie powrotem położył ja sobie na kolanach i zaczął delikatnie głaskać palcami stronę na której była otwarta. – Bóg nakazuje wybaczać i wybaczyłem jej. Wszystko jej wybaczyłem. …

„Wyba…CO?!”

… Ale szczęście nie trwa wiecznie. To co Megi we mnie zakorzeniła w dzieciństwie nadal tam jest tylko przykryte grubą warstwą nienawiści. …

„Zako…CO?!”

…Musiało tak się stać, bo mojej matce nie podobało się , że nawracam się, jak to ujęła, w tak młodym wieku. Ale do nienawiści to już nie byłem za młody! Do bólu i złości także! Dasz wiarę? Nigdy się mną nie interesowała , a kiedy wychodziłem na prostą , zniszczyła to wszystko co tyle czasu budowałem z Megi. Zwolniła ją w moje ósme urodziny. Wspaniały prezent, nie ma co. Byłem z nią najdłużej, prawie piec lat. Potem było znacznie gorzej. Wybierała niańki chyba z polecenia Czarnego Pana. Jeśli nie z obozów pracy. …

„OBOZÓW?!”

… Wredne, nieczułe, nie kochające , złośliwe. To one w dużej mierze sprawiły że jestem tym kim jestem. Chociaż nie powiem, ostatnio staram się wyjść na prostą. Tylko nie wiem czy mi się uda. Megi – cień smutku przebiegł mu przez twarz. – Chyba była by zawiedziona , gdyby mnie teraz zobaczyła. – uśmiech. – Ale nie zobaczy. Nie zobaczy tego kim jestem, albo tego kim będę dzięki.... Zmarła , zaraz po tym jak opuściła mój dom. Podobno miała jakiś wypadek samochodowy, ale nie wierze w to. Nie wierze. – Zamilkł.

Spojrzał na księgę nadal trzymaną na kolanach. Ktoś kto by go teraz zobaczył uznał by go za wariata. No bo kto patrzy z czułością na starą książkę.

Ale  prawda była inna.

Ta Biblia była jedynym szczęśliwym okresem w jego życiu. Łączyła go z Megi, która była mu jak matka. Czuła , kochająca i troskliwa.

Zabini pogłaskał strony palcami , następnie zamkną ją z trzaskiem. Dało się zauważyć delikatny kurz jaki się z niej unosił. Znak , że nie była otwierana przez wiele lat.

Rzucił ostre spojrzenie na chłopaka siedzącego naprzeciw niego. Odłożył Biblię na stolik.

Sekundę potem dolał sobie alkoholu do kryształowej szklanki i wypił od razu. Odstawiając ją na stolik, wstał.

Rzucił Malfoyowi smutne spojrzenie i zaczął iść w kierunku drzwi.

W progu odwrócił się jeszcze do niego i rzekł:

- Jesteś młody. Nie masz tak wypaczonego rozumu jak ja. Całe życie przed tobą. Nie zmarnuj go. – Zaśmiał się – Gadam jak potłuczony, nie? – Zapytał siebie. – A tak serio Smoku to uważaj na siebie i pamiętaj , że zawsze będę stał po twojej stronie.

I wyszedł zostawiając  arystokratę z mieszanymi uczuciami i szumem w głowie.

***

 

Megi*- niańka Blaisea w dzieciństwie, jedna z pierwszych. Czarodziejka. Wyszła na wierzącego mugola, który zaraził ja swoja wiarą. Zmarł niedługo po ślubie, a po jego śmierci Megi zaczęła prace u pani Zabini. Nie  mieli dzieci, dlatego kochała Blaisea jak syna.  Po zwolnieniu zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, jednak dla Blaisea wmawiano , że zginęła w wypadku samochodowym. Tak naprawdę została zabita z polecenia Czarnego Pana. Za bardzo mąciła w życiu rodzinnym Zabinich.

*

Może się wydawać że przesadzili z alkoholem, ale nie. Mają mocne głowy he, he.

W cudzysłowu pisane myśli Draco. („”)

No i Hmmm, Blaise ma dziewczynę , która go zmienia.

Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz