środa, 24 października 2012

Spirala nienawiści 14




Rozdział trzynasty




Rok 1999


Sala przesłuchań.

-Nie da się nic zrobić? – Zapytał przybyły gość.
-Nic. Nawet gdybyśmy chcieli, pan Malfoy odmawia jakiekolwiek pomocy. – Mckrafft  westchnął i usiadł na jednym z metalowych krzeseł. – Ciągle…
-Tak, wiem. – Pan Potter odwrócił się w stronę lustra, także wzdychając. 


Cela numer 7

Wiem, co kombinują. Ale ja się nie poddam. Nie teraz, kiedy jestem tak blisko! Tak blisko!
Mój niemy krzyk niesie się po małej celi w mojej głowie. Zostało mi kilka dni.
Czy nie czas na rachunek sumienia? Żal za grzechy?
Ale co jest moim grzechem? Za co mam żałować?
Miłość.
To wszystko wina tej przeklętej miłości!
Opadam na szarą poduszkę, zamykając oczy.
To wina miłości…

Rok 1998

Ciągłe ćwiczenia. Co one nam pomogą w starciu z prawdziwym zagrożeniem, jakim będą śmiertelne zaklęcia rzucane przez śmierciożerców? Te pytanie od dłuższego czasu pojawia się w mojej głowie. Patrzę na skupiony i zarazem opanowany wyraz twarzy Granger i zastanawiam się jak ona to robi? Czemu nie panikuje? Czy ona nie obawia się śmierci?

-Ostatecznie dla należycie zorganizowanego umysłu, śmierć jest tylko początkiem nowej, wielkiej przygody.  – Odpowiedziała mi, kiedy się jej zapytałem czy nie lęka się śmierci.
-Gdzie to usłyszałaś?
-Dumbledore powiedział coś takiego w pierwszej klasie.
-Że też ty tak wszystko pamiętasz. – Ze zdumieniem pokręciłem głową.
-Oj Malfoy, Malfoy, ja pamiętam wszystko, a nawet  i więcej. – Uśmiechała się, a zaraz potem rzuciła na mnie zaklęcie Galaretowatych Nóg. – Skupienie! Pamiętaj! Skupienie!

***

Styczeń minął zaskakująco szybko. Zanim ludzie się zorientowali nadszedł luty, przyprowadzając ze sobą coraz  mroźniejsze dni i noce. Wraz z lutym szybkimi krokami zbliżały się Walentynki, które pomimo niebezpiecznych czasów postanowiono zorganizować, tak jak dotychczas.
W piątkowy wieczór prefekci zajęli się dekorowaniem Wielkiej Sali i planowaniem dnia następnego.
Każda para w zamku, niezależnie od wieku chciał ten dzień spędzić wyjątkowo. Kto wie? Może to ich ostatni taki dzień w życiu?
Nikt otwarcie nie mówił o śmierci, ale każdy o niej myślał.
Nawet skupiona i opanowana Hermiona.

Panna Granger siedziała na fotelu w swojej sypialni  i machinalnie, nawet  nie zdając sobie z tego sprawy, głaskała swój brzuch.
-Herm, idziesz? – Do pokoju wpadła jak burza Ginny. – Ej, co ci? – Wskazała na brzuch. –Nic ci nie jest?
-Co? Nie nic – zdjęła rękę z brzucha. – Tak idziemy. – Wstała i wyszła razem z młodszą przyjaciółką.

Obie ubrane w delikatne i proste  sukienki, ale jednak eleganckie skierowały się w na parter.
U podnóża schodów czekali na nie chłopcy, mierzący się niekoniecznie przyjaznymi spojrzeniami.
Potter i  Malfoy stali w odległości kilku stup od siebie, jednak, kiedy usłyszeli delikatne kroki na schodach, obaj jednocześnie odwrócili się w stronę dźwięku.  
-Wow! Dziewczyny… wyglądacie niesamowicie! – Harry pierwszy otrząsnął się z szoku na ich widok.
Malfoy z widocznym podziwem wpatrywał się w Hermionę. Z jego zimnych oczy bił niespotykany dotąd blask. Chwycił jej wyciągniętą dłoń i nie odrywając spojrzenia od jej oczu, złożył na jej dłoni delikatny pocałunek. Tak delikatny, niczym muśnięcie motylich skrzydeł. Tak delikatny, a zarazem tak czuły.
-Moja piękna – szepnął tak cicho, aby tylko ona to usłyszała.
Jej zaróżowione policzki podkreślały delikatny makijaż na twarzy. Prosta bladoróżowa suknia dopełniała całości. Ramie w ramie, weszli za Potterem do Wielkiej Sali.

Delikatna woń bzu towarzyszyła parom tańczącym na parkiecie. Ludzie kołysali się w rytm wolnych piosenek, szeptali sobie czułe słówka, czy po prosty byli razem, w swoich objęciach.
Właśnie przy jednej z wolnych piosenek o miłości Hermiona szepnęła do swojego partnera:
-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Niespodziankę? Jaką? – Draco spojrzał na nią z zaciekawieniem.
-Cho. – Złapała go za rękę i pociągnęła za sobą.
Po wyjściu z Wielkiej Sali oboje puścili się biegiem w stronę Lochów, było bliżej.
Kiedy znaleźli się już w sypialni młodego Malfoya zaczęli się całować, jednak Draco przerwał mówiąc:
-Jaka to niespodzianka?
Hermiona złapała go za ręce i…



Rok 1999

To była najpiękniejsza chwila w całym moim życiu. Jedyny taki dotyk. Niesamowity.
Moje ręce bezwiednie głaszczą mój brzuch, tak jak wtedy jej. 
Jedyna taka chwila… 



***